Najlepsze filmy dla dzieci – co oglądają dzieci

Najlepsze filmy dla dzieci – co oglądają dzieci


Pamiętacie jeszcze, co oglądaliście za dziecka? A co puścilibyście własnym dzieciom? Rodzicielstwo to świetna okazja na nostalgiczny powrót do filmów z naszych dawnych, beztroskich lat. Nie tylko możemy je sobie odświeżyć, ale i zaszczepić ten szczególny do nich sentyment następnemu pokoleniu. Tylko właśnie, jakie filmy wybrać dla dzieci? PRL-owskie klasyki, na których się wychowaliśmy, czy może lepiej coś nowszego, bardziej przystającego do standardów dzisiejszego kina? Poniżej proponuję mały miszmasz – trochę staroci, trochę nowości. Zatem, czy chcecie zacząć przygodę dziecka z dziesiątą muzą w stylu retro, czy też, by już od najmłodszych lat znało świeże kinowe trendy – znajdziecie tu coś dla siebie. Bo moim zdaniem każda epoka kina ma dzieciom coś interesującego do zaoferowania.

1. Czarnoksiężnik z Oz (1939)

Mówiłem o każdej epoce, a zatem zaczniemy od lat trzydziestych ubiegłego wieku. Cóż za przedpotopowe czasy, prawda? Film z brodą, można by rzec. Ale co, nie puścicie dziecku „Czarnoksiężnika z Oz”? Przecież to klasyka!

Samo zagranie, by sceny z prawdziwego świata były czarno-białe, a w kolorze dopiero te z Krainy Oz, było niezwykle finezyjne i przeszło do legendy. Ale nie jest to jedyną wartością tego filmu. To ładna baśniowa opowieść, która, nawet jeśli ma w sobie trochę grozy (jak to w baśni), rozbudzi fantazję dziecka i zapozna je z sympatycznymi bohaterami, z których każdy na koniec znajdzie dla siebie niezgorszy morał.

Poza tym „Over the Rainbow” to już kultowa piosenka, a chyba dobrze, żeby dziecko od małego wyrabiało sobie gust muzyczny.

2. E.T.(1982)

Czy trzeba coś w ogóle dodawać? Film Spielberga ma rzesze fanów na całym świecie i nic nie wskazuje, by miało się to w najbliższym czasie zmienić.

Można by rzec, że zapoczątkował wręcz odrębny gatunek, bo od tego czasu powstała (i nadal powstaje) cała masa filmów koncentrujących się na relacjach dziecka i jakiegoś niezwykłego stwora. I nasze dzieci z pewnością też obejrzą sporo filmów tego typu. Może więc warto, by na początek zobaczyły, od czego to wszystko się zaczęło? Tym bardziej, że „E.T.” wciąż bawi i wzrusza jak kiedyś.

dziewczynka z balonem

3. Akademia Pana Kleksa (1983)

Tego się nie zapomina, prawda? Ciekaw jestem bardzo, jak zareagowałyby dzisiejsze dzieci na ten film. Czy my, dzisiejsi trzydziestolatkowie, mieliśmy bujniejszą wyobraźnię, że nie przeszkadzała nam ewidentna teatralna umowność świata Pana Kleksa? Ci ludzie niedbale poprzebierani za żaby naprawdę byli dla nas żabami? A ci statyści maszerujący w wilczych maskach i zbrojach – to ta armia wilków, której tak się baliśmy za dziecka?

Tak, seans „Akademii Pana Kleksa” wymaga wyobraźni i zaakceptowania pewnych umownych reguł – ale czy nie to właśnie czyni z tego filmu wartościowe doświadczenie dla dzieci? Szczerze mówiąc, kukiełkowy szpak Mateusz czy wszyscy ci przebierańcy byli dla mnie kiedyś bardziej sugestywni niż dzisiejsze rozbuchane komputerowe efekty. Dlaczego? Bo świat tych sztucznych, nierealnych rekwizytów właśnie przez swoją umowność przypominał mi moje własne zabawy.

Dziś trudniej się może w to wczuć, piosenki (skądinąd dobre) zdają się być wrzucane nieraz na siłę w dość losowych momentach, a gra chłopaczka wcielającego się w Adasia jest drętwa, że hej! Ale ta niedoskonałość ma swój staroświecki urok. I przede wszystkim, umówmy się – Piotr Fronczewski jako Pan Kleks jest tu rewelacyjny.

4. Niekończąca się opowieść (1984)

Już na samym początku, gdy tylko rozbrzmiewa kultowy, absolutnie mistrzowski utwór Limahla, łezka się w oku kręci. Co tu dużo mówić, oczywiście nie jest to już aż tak magiczne przeżycie jak w dzieciństwie, ale trzeba przyznać, że, mimo upływu lat, „Niekończąca się opowieść” wciąż nieźle się trzyma i niewiele traci ze swego czaru. Nie jest to jeden z tych filmów, których obejrzenie po latach, gdy jesteśmy już dorośli, jest dla nas rozczarowaniem.

Tutaj po prostu jest klimat. Bierze się z tych wszystkich fantazyjnych lokacji. Z wymyślnych, lecz pełnych życia stworów (zwłaszcza Morla wygląda naprawdę jak żywe stworzenie). Z niesamowitej muzyki.
Opowieść jest miejscami dość smutna i mroczna, ale ma też w sobie dużo nadziei, zachęca do marzeń i fantazjowania – co chyba jest ważne dla rozwoju naszych dzieci, prawda?

Chyba zresztą nie chcecie ich pozbawiać tych wszystkich elementów z „Niekończącej się opowieści”, które wryły się wam na zawsze w pamięć? Czym będzie ich dzieciństwo bez Atreyu, Falkora, Pożeracza skał, Cesarzowej? Nie ociągajcie się, tylko odszukajcie tę starą, zamęczoną kasetę i puśćcie waszym dzieciom!

zaabsorbowana dziewczynka

5. Goonies (1985)

Każdy, kto wychował się w latach osiemdziesiątych, wraca z uporem do tej produkcji firmowanej nazwiskiem Stevena Spielberga (choć tym razem nie on reżyserował). No bo cóż – trudno w to nie wsiąknąć. Mamy tu zgraną paczkę przyjaciół w poszukiwaniu skarbu.

To, co moim zdaniem jest tu najbardziej warte uwagi, to właśnie bohaterowie. W przeciwieństwie do wielu innych filmów, w „Goonies” dzieciaki zachowują się jak… dzieciaki. Po prostu. Nie ugrzeczniona, przesłodzona wersja dzieciaków, jaką często serwuje nam telewizja (chociażby w każdej reklamie produktów kulinarnych). Jest tutaj autentyzm w dialogach i zachowaniach, dzięki czemu ekipa bohaterów jest bliższa młodym widzom (a i tym starszym, którzy nie zapomnieli jeszcze, jacy byli za dziecka).

6. Labirynt (1986)

Kolejna pozycja dla fanów „Niekończącej się opowieści”. Naprawdę bajecznie, nieraz wręcz abstrakcyjnie zaprojektowane lokacje tajemniczego, pełnego dziwów labiryntu. Dużo stworów, które przyciągną uwagę maluchów (zasługa Jima Hensona – gościa od Muppetów). I niezwykły, magiczny klimat, jakim potrafiono nasycić tego rodzaju filmy chyba tylko w latach osiemdziesiątych. A na dodatek – tu zachęta dla starszych, by wraz z dziećmi odświeżyli sobie ten klasyk – David Bowie (nie tylko gra, ale i zaszczyca nas śpiewem) i młodziutka Jennifer Connelly w głównych rolach.

7. Kevin sam w domu (1990)

Tak, tak, na każde Boże Narodzenie pozycja obowiązkowa. A dla naszych pociech prawdziwa frajda, bo mogą zobaczyć kogoś w swoim wieku, kto, postawiony w ekstremalnej sytuacji, uczy się samodzielności. Poza tym, co tu dużo mówić, każdy kilkulatek z prawdziwą satysfakcją ogląda, jak dzieciak daje wycisk bandytom.

8. Harry Potter – seria (2001, 2002, 2004, 2005, 2007, 2009, 2010, 2011)

Pora na coś znacznie bardziej współczesnego. Bo to nie jest tak, że dzisiejsze kino nie ma dzieciakom nic do zaoferowania. A „Harry’ego Pottera” pominąć nie sposób, zważywszy na szał, jaki przez długi czas panował na jego punkcie. Dzieci uwielbiają takie przygody w magicznym świecie, pełne tajemnic, które mogą odkrywać razem z bohaterami – bo niejedna część tej serii ma konstrukcję rasowego kryminału, z zagadką do rozwiązania i umiejętnie podrzucanymi fałszywymi tropami.

Rodzice powinni jednak wiedzieć, że z każdą następną częścią ten cykl robi się mroczniejszy i, tak jak początkowe części dla dzieci są jak znalazł, tak późniejsze nadają się już bardziej raczej dla młodzieży. Najlepiej więc oglądajmy razem z naszymi pociechami – to jedyny sprawdzony sposób, by kontrolować, jakie treści do nich docierają.

dziewczynka w przebraniu czarownicy

9. Opowieści z Narnii (2005, 2008)

Dwie pierwsze części (bo o zrealizowanej częściowo przez inną ekipę „Podróży Wędrowca do Świtu” nie ma co gadać) to przypadek, gdy filmy z tego stulecia najbardziej zbliżyły się niezwykłym klimatem do starych dzieł w rodzaju „Niekończącej się opowieści” (głównie za sprawą naprawdę pięknej ścieżki dźwiękowej). Reżyser Andrew Adamson (najbardziej znany ze „Shreka”) przeniósł na ekran klasyczne powieści C. S. Lewisa zachowując całą ich magię, ale na tym nie poprzestał. Znacznie rozbudował psychologię postaci i relacje między nimi. Rozwinął też wątki w książkach ledwie zarysowane.

Dzięki temu powstały dwa filmowe dzieła, których seans dla dzieci będzie niezwykłym przeżyciem, a i nas samych powinien usatysfakcjonować – w zgrabny sposób uniknięto tu bowiem infantylizmu, na który opowieść o magicznej krainie mówiących zwierzaków wydawała się z góry skazana.

Dzieci są tak liczną grupą, że nie ma się co dziwić, iż od zawsze powstawały filmy z myślą o nich. W prawdziwym zalewie tych produkcji rzadko jednak trafia się coś wartościowego. Jeśli nie chcecie, by wasze dzieci oglądały byle co; jeżeli wolicie, by filmy kształtowały ich wyobraźnię i wyrabiały wrażliwość, powyższa lista jest dla was. Naprawdę polecam te produkcje. A jeśli któreś z was nie zgadza się z jakimś punktem listy, albo chętnie dodałoby do niej swoje propozycje – dyskusja pozostaje otwarta.

Przede wszystkim przypomnijcie sobie, jakie historie zachwycały w dzieciństwie was samych – najprawdopodobniej będzie to też warte polecenia waszym dzieciom. Bo wasze osobiste doświadczenie znaczy tu więcej niż wszystkie listy.

No votes yet.
Please wait...