12 najczęstszych kłamstw kobiet, czyli czego nie muszą wiedzieć faceci?
Jak się okazuje nie tylko mężczyźni mają skłonność do kłamania. A raczej do ukrywania prawdy lub naginania rzeczywistości. Kobiety również lubią stosować tak zwane białe kłamstwa. Co najczęściej ukrywamy przed facetami? O czym nie mówimy i czy naprawdę ma to znaczenie dla związku?
• Uwielbiam sport
• Nie obchodzę Walentynek
• Nie jestem jeszcze gotowa na związek
• Mój rozmiar to moja sprawa
• Cena butów
• Nie przeszkadza mi to, że oglądasz się za kobietami na ulicy
• Lubię twoją mamę
• To tylko mój przyjaciel
• Boli mnie głowa
• Daj mi 5 minut
• Nie jestem zazdrosna o twoją byłą
• Lubię twoich kumpli
Uwielbiam sport
To kłamstwo najczęściej stosowane w pierwszym etapie znajomości, kiedy staramy się wypaść jak najlepiej przed nowym partnerem. Wiele kobiet koloryzuje swoją aktywność fizyczną, żeby przypodobać się wybrankowi serca. Zapominamy jednak o jednym szczególe – intensywne zakupy w galerii handlowej nie zaliczają się do aktywności sportowej, choć kalorię spalają niemało. Problem pojawia się, gdy facet zaprosi nas na wspólny jogging o szóstej rano albo mecz siatkówki plażowej. Wtedy trzeba albo szybko przyznać się do przesady, albo realnie zainteresować się sportem, by nie wpaść na kłamstwie.
Nie obchodzę Walentynek
Deklarujemy chłodno, że to tylko komercyjne święto, które nas nie obchodzi. W głębi duszy jednak liczymy, że chociaż symboliczny gest się pojawi – bukiet kwiatów, czekoladki w kształcie serca czy wspólny wieczór we dwoje. Mówimy „nie obchodzę”, ale podświadomie obserwujemy, czy partner w ogóle pamięta o dacie. Podobnie wygląda sprawa z Dniem Kobiet, imieninami czy innymi okazjami – teoretycznie niechciane, praktycznie miłe, gdy ktoś o nich pamięta.
Nie jestem jeszcze gotowa na związek
Ta deklaracja często oznacza coś zupełnie innego niż dosłowne brzmienie słów. Jesteśmy gotowe, ale nie na tyle zainteresowane tym konkretnym mężczyzną, by od razu wchodzić w relację. Albo oczekujemy większego zaangażowania z jego strony – wyraźniejszych gestów, starań, dowodów prawdziwego zainteresowania. Współczesne tempo randkowania bywa zbyt szybkie, a wiele kobiet tęskni za fazą zdobywania, etapem poznawania się bez presji natychmiastowego etykietowania relacji.
Mój rozmiar to moja sprawa
Pytanie o rozmiar ubrań to jeden z najszybszych sposobów, by zepsuć atmosferę. Nawet jeśli kobieta nosi standardowy rozmiar i czuje się dobrze w swoim ciele, zawsze znajdzie powód do zaniżenia numeru. Percepcja własnego ciała bywa zniekształcona – skupiamy się na drobnych niedoskonałościach, więc podawanie rzeczywistego rozmiaru wydaje się przyznaniem do porażki. Wyjątek stanowi rozmiar biustonosza – tu statystyka się odwraca, a część kobiet nie zawaha się dodać sobie kilka centymetrów w obwodzie lub miseczkę.
Cena butów
Klasyczne usprawiedliwienie brzmi: „dobre buty to inwestycja na lata”. W praktyce oznacza to, że właśnie wydałyśmy połowę pensji na szpilki, które być może założymy raz w roku. Podobnie wygląda zakup płaszcza, torebki czy spodni – każda pozycja garderoby uzyskuje status „niezbędnego elementu”, który musi być najwyższej jakości. Prawdziwa cena rzadko dociera do uszu partnera, bo zawsze można ją zaniżyć o połowę lub wmówić, że to wyprzedaż. A jeśli moda się zmieni? Wtedy „inwestycja długoterminowa” trafia do szafy i czeka na kolejną okazję, która może nigdy nie nadejdzie.
Nie przeszkadza mi to, że oglądasz się za kobietami na ulicy
Oczywiście, że przeszkadza – i to bardzo. Ale nie chcemy uchodzić za zazdrosnice, więc udajemy obojętność. W środku wzbiera frustracja, notujemy każde spojrzenie rzucone w stronę atrakcyjnej kobiety na ulicy. Jeśli partnerka mówi „oglądaj się, proszę bardzo”, zwykle oznacza to początek lodowatej atmosfery i niewypowiedzianego konfliktu. Brak natychmiastowej reakcji nie oznacza akceptacji – to raczej cicha kalkulacja, ile jeszcze można znieść, zanim następna taka sytuacja przeleje czarę goryczy.
Lubię twoją mamę
Szczęściem jest, gdy teściowa mieszka kilkaset kilometrów dalej i wizyty ograniczają się do świąt. Relacja z matką partnera potrafi być trudniejsza niż sam związek – ciągłe porównania, rady dotyczące gotowania, sprzątania, wychowywania dzieci. W skrytości ducha niejeden numer teściowej zyskuje oznaczenie SPAM w telefonie, a wymówki o problemach z zasięgiem stają się coraz bardziej kreatywne. Naprawdę polubić matkę partnera to sztuka wymagająca wzajemnego szacunku i dystansu – bez tych elementów nawet najszczersza chęć nie wystarczy.
To tylko mój przyjaciel
Deklarujemy, że przyjaźń damsko-męska to normalność, a partner niepotrzebnie robi sobie wyrzuty. Tyle że ów „przyjaciel” pisze o trzeciej nad ranem, wyznaje miłość co drugi miesiąc i zawsze jest dostępny, gdy potrzebujemy wsparcia. Granica między przyjaźnią a uczuciem bywa cienka, a bagatelizowanie jej prowadzi do nieporozumień. Jeśli kobieta powtarza „to tylko przyjaciel”, warto zastanowić się, czy sama w to wierzy, czy po prostu nie chce przyznać przed sobą, że relacja ma głębszy wymiar.
Boli mnie głowa
Tłumaczenie używane zazwyczaj wieczorem, gdy energia na zero, a partner ma inne plany. Komunikat „boli mnie głowa” to w rzeczywistości prośba o spokój i czas dla siebie. Cały dzień pracy, obowiązków domowych i logistyki rodzinnej wyczerpuje, a wieczorna energia wystarcza tylko na odpoczynek. Męska interpretacja bywa zupełnie inna, co prowadzi do frustracji po obu stronach. Zamiast wprost powiedzieć „jestem zmęczona”, wiele kobiet wybiera eufemizm – mniej konfrontacyjny, ale równie jednoznaczny.
Daj mi 5 minut
Pięć minut w kobiecej wersji oznacza przedział czasowy od kwadransa do godziny. W tym czasie trzeba umyć i wysuszyć włosy, nałożyć makijaż, przymierzyć trzy zestawy ubrań, zmienić kolczyki, nałożyć perfumy. Partner może w tym czasie pozmywać naczynia, poodkurzać salon lub po prostu poczekać. Im ważniejsza okazja, tym bardziej rozciągliwa staje się definicja „pięciu minut”. Żadna kobieta nie wyjdzie z domu niedopracowana wizualnie, nawet jeśli oznacza to spóźnienie na spotkanie.
Nie jestem zazdrosna o twoją byłą
Teoretycznie przeszłość to przeszłość, a każdy ma prawo do wcześniejszych związków. Praktycznie – każdy kontakt partnera z byłą dziewczyną budzi czujność. Jeśli pojawi się na horyzoncie, instynkt każe bronić terytorium, choćby związek trwał już lata. „Nie jestem zazdrosna” zwykle maskuje dokładnie odwrotne uczucie – to deklaracja mająca pokazać pewność siebie i dojrzałość emocjonalną. W głębi serca liczymy jednak, że były związek zostanie tam, gdzie jego miejsce – w niepamięci, bez kontaktu i wspólnych zdjęć w social mediach.
Lubię twoich kumpli
Wieczór w męskim gronie oznacza dla kobiety sprzątanie po imprezie – pustych butelek, pudełek po pizzy i chipsów wdeptanych w dywan. Nikt nie pyta, czy partnerka ma ochotę na towarzystwo pięciu kolegów oglądających mecz do drugiej w nocy. „Lubię twoich kumpli” to grzecznościowa deklaracja, która ma zapobiec kłótni. W rzeczywistości oznacza cichą nadzieję, że następnym razem spotkanie odbędzie się u kogoś innego albo w pubie. Bo odkurzacz, pilot i kanapa też mają swoje granice wytrzymałości.
Która z pań ani razu nie zastosowała takiego niewinnego kłamstewka, niech pierwsza rzuci kamień 😉
Kobiety nie mówią o wielu rzeczach, albo im zaprzeczają. Skądś się przecież wzięło powiedzenie, że jak kobieta mówi „Nie” to znaczy „Tak”. przynajmniej w wielu przypadkach.
Przeczytałem jednym tchem. Bardzo zabawne, ale z życia wzięte.
Zgadzam się w 100% ze wszystkim! Samo życie! Która z nas nie stosuje w życiu takich niewinnych kłamstw? 😉
Najlepszy jest ten o cenie butów. Zawsze go stosuje i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł 🙂
Jeszcze się taki nie narodził co by kobiecie dogodził! No przynajmniej nie na tej planecie, więc stąd te kłamstwa;-) A najbardziej podobał mi się ten fragment z mamusią – tak często zdarza mi się mówić, że ja lubię, chociaż modlę się, by do nas nie wpadła.