„Kochanie, gdzie jest…?” Kobieta – nawigator
Z rzeczami tak już jest, że lubią się przed nami chować. Dostają nóżek i się tracą. A może podkradają je krasnoludki? Takie wyjaśnienia są potrzebne, bowiem jak inaczej wytłumaczyć to, że nie wiadomo gdzie podziało się coś, co zawsze było w danym miejscu?
Wszystko w porządku
Generalnie w każdym domu każda rzecz ma swoje z góry ustalone miejsce. Ubrania, tekstylia domowe i obuwie trzymamy w szafach w przedpokoju lub w garderobie. Książki stoją na półkach, których układ nie zmienia się miesiącami. Kosmetyki i chemię domową przechowujemy w łazience – każdy produkt w swoim sektorze. Naczynia i garnki zajmują określone szafki kuchenne. W szufladach sztućce, woreczki śniadaniowe i folię spożywczą układamy według funkcji, nie przypadku. Narzędzia trafiają do specjalnych skrzynek ze schowkami w garażu lub w piwnicy, gdzie każdy klucz nasadowy czy śrubokręt ma własne gniazdo. Można by tak wymieniać i wymieniać. Dlaczego tak postępujemy? Odpowiedź jest prosta: aby utrzymać w domu porządek oraz by nie było problemu ze znalezieniem konkretnego przedmiotu w momencie, gdy będziemy go potrzebować. System działa dopóty, dopóki wszyscy domownicy go przestrzegają – a tu zaczyna się problem.
Chaos porządku
Czasem zastanawiam się, jak to jest, że im większy w domach panuje porządek, tym trudniej mężczyznom cokolwiek w nich odnaleźć. Być może jest to spowodowane tym, że zwykle to nie oni porządkują i układają w nich rzeczy. Wydaje mi się jednak, że po prostu nie przykładają do tego uwagi. Przecież zwykle gdy coś wezmą, to nie odkładają tego na miejsce – rzucają tam gdzie akurat stali, gdzie mieli wolną rękę albo gdzie wydało się wygodnie. Wtedy tworzy się bałagan selektywny, w którym – paradoksalnie – zdecydowanie lepiej się poruszają niż w sztywno określonej strukturze. Choć nie zawsze: czasem nawet wtedy długo szukają czegoś, co leży na widoku, ale nie wiedzieć czemu nie rzuca się w oczy. Wystarczy, że rzecz znajduje się pięć centymetrów na prawo od miejsca, w którym powinna być.
Zguba mężczyzny
Nie ma nic gorszego niż zgubienie czegoś, co jest bardzo potrzebne. W dodatku nie na za chwilę, ale na już – na przykład na pięć minut przed wyjściem na ważne spotkanie. Zwykle mężczyzna orientuje się, że nie umie znaleźć paska pasującego do garnituru, nie wie, gdzie schował krawat kupiony specjalnie na tę okazję, nie mówiąc o kluczach z domu, które postanowiły się przed nim schować, by zrobić mu na złość, bo już jest spóźniony.
Myśli w takim momencie krążą w błędnym kole:
- „Nie wiem, gdzie mam szukać czegoś, co jest mi bardzo potrzebne.”
- „W miejscu, w którym zawsze coś było, już tego nie ma.”
- „Położyłem coś w innym miejscu, niż powinienem i sam nie wiem, gdzie tego teraz szukać.”
To stany mężczyzny, który znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Sam sobie nie poradzi. Potrzebuje przewodnika, który wskaże mu drogę – kogoś, kto pamięta nie tylko gdzie rzeczy powinny leżeć, ale gdzie faktycznie zostały odłożone ostatnim razem.
Kobieta – nawigator
Okazuje się, że rolą kobiety jest nie tylko sprzątanie i układanie rzeczy, ale też rejestrowanie zmian w ich położeniu – i to często podświadomie, mimowolnie, przy okazji. Wszystko dlatego, że jak już zostało powiedziane – mężczyźni nie odkładają ich na miejsce. Kobieta zapamiętuje te odstępstwa, jakby jej mózg prowadził wewnętrzną kartotekę przedmiotów i ich migracji po domu.
Kobieta zapytana przez partnera musi mu pomóc w znalezieniu zagubionej rzeczy. Kilka razy w ciągu tygodnia (w niektórych przypadkach i kilkanaście) słyszy więc:
- „Kochanie, gdzie jest TO i TAMTO?”
- „Widziałaś gdzieś TO i TAMTO?”
- „Gdzie trzymamy TO?”
- „Nie rzuciło Ci się gdzieś w oczy TAMTO?”
- „Szukam TEGO i TEGO, pomożesz mi TO znaleźć?”
- „Gdzie mam szukać TEGO i TAMTEGO?”
- „Gdzie znajdę TO i TAMTO?”
Konstrukcji jest tyle, ile zagubionych rzeczy. Kobieta zwykle wtedy podpowiada miejsce, w którym owa rzecz powinna się znajdować. Jeśli jej tam nie ma – co zdarza się często – przypomina sobie kiedy i gdzie ostatni raz ją widziała. Jest to kolejny trop, niekiedy bardziej trafny niż pierwsze podejście. Zwykle udaje jej się zlokalizować zgubę w czasie krótszym niż dziesięć sekund, podczas gdy mężczyzna mógłby szukać godzinami.
Jak widać, gdyby nie kobiety, to mężczyźni byliby zgubieni – dosłownie i w przenośni. Na szczęście mają w domu dobrą Nawigację, która nie pozwoli im błądzić i zawsze doprowadzi ich do celu, nawet jeśli ten cel leży akurat w kieszeni kurtki zarzuconej na fotel w sypialni.
U mnie to jest odwrotnie i to ja wiecznie nie mogę niczego znaleźć i proszę faceta o powiedzenie gdzie to jest, albo po prostu prośba o znalezienie. Bywają i takie przypadki!
Jednak bez faceta nie da się funkcjonować 🙂
Sama prawda 🙂 Kobiety zawsze wiedzą, gdzie coś jest położone. Może dlatego, że to one sprzątają? 😉
No jak facet się nie umie sam ogarnąć, to potem tak ma. Ale żeby zaraz wykorzystywać kobietę do szukania tego co on odłożył w złe miejsce, to już przesada. Jest jakaś dziwna tendencja, że mężczyźni jak są sami, to jakoś sobie radzą, a jak są z kobietą, to już nie, więc one muszą im pomagać i ich nawigować.
A ja nie rozumiem dlaczego mężczyźni twierdzą, że kobiety muszą ogarniać gdzie co leży. Ja na przykład zawsze miałam z tym problem, wszystko wszędzie gubię i bez przerwy czegoś szukam. Nie muszę jeszcze kontrolować co i gdzie położył mój facet. Niech się sam martwi i szuka